Pani Anna – choroba nowotworowa

Pani Anna około półtora roku temu przeszła bardzo poważną operację usunięcia nowotworu układu pokarmowego, a następnie kilkumiesięczną chemioterapię, która zakończyła się nieco ponad pół roku przez jej pierwszą wizytą u mnie.

Pani Anna nosiła jeszcze perukę, gdyż twierdziła, że wstydzi się swoich odrastających włosów. Zgłosiła się, ponieważ słyszała od znajomej, że terapia czaszkowo-krzyżowa może być dla niej dobra. Skarżyła się na trudności ze snem, spowodowane głównie przez biegające po umyśle myśli, związane z tym napięcie, okresowo powracające bóle, trudność w odpoczywaniu. Ze sposobu, w jaki opowiadała o swojej sytuacji przebijało echo poczucia lęku i niepewności. To samo widać było w jej ciele, które wydawało się zwarte w sobie, jakby ściśnięte lub skulone do środka. Nawet na stole pani Anna wyglądała jakby leżała „na baczność”.

Po pierwszej sesji terapeutycznej z panią Anną miałam wrażenie, że to, co pełne życia i energii w jej ciele jest gdzieś bardzo głęboko schowane i dość szc zelnie zamknięte. Przejawia się bardzo cicho i nieśmiało i dość trudno o stan głębszego osadzenia i holistycznej zmiany. Po tej pierwszej sesji pani Anna mimo wszystko poczuła się wyciszona i uspokojona i bardzo chętnie umówiła się na kolejne spotkanie.

Od tamtej pory spotkałyśmy się już kilkanaście razy, co tydzień przez trzy miesiące. Dzięki temu byłam w stanie zauważyć zmiany w organizmie pani Anny oraz w niej samej. Zmiany są widoczne na kilku poziomach.

Po każdej sesji pani Anna wstaje ze stołu z uśmiechem na twarzy. Za każdym razem mówi, że ma się bardzo dobrze i sprawia wrażenie zrelaksowanej – tak, jakby właśnie odpoczęła w bardzo przyjemny dla siebie sposób. Tak samo za każdym chce umówić się ponownie i ze szczerą chęcią potwierdza termin kolejnego spotkania. Z tygodnia na tydzień mam wrażenie, że widzę na jej twarzy więcej uśmiechu, kolorów, subtelnej radości i rozświetlenia.

Ja sama podczas pracy odnoszę wrażenie, że organizm pani Anny z coraz większą łatwością zagłębia się w stan wyciszenia. Stan wyciszenia staje się krok po kroku coraz głębszy, szerszy i pełniejszy, towarzyszy mu poczucie ulgi i odpuszczenia. Przestrzeń dookoła osadza się, wycisza i spowalnia. Szczególnie w trakcie sesji, podczas której pracowałam z komorami mózgowia – głęboka cisza i nieruchoma, ale pełna siebie przestrzeń była obecna w całym pomieszczeniu. Po zakończeniu sesji zarówno pani Anna, jak i ja, miałyśmy wrażenie powrotu z dalekiej podróży gdzieś w głąb czegoś. Było to dość niezwykłe doświadczenie.

Po jednej z pierwszych sesji rozmawiałyśmy o tym, co można zrobić, żeby poradzić sobie z myślami kotłującymi się w głowie, kiedy pora na sen. Opowiedziałam o najprostszym sposobie niepodążania za myślami, który jest podstawą każdej medytacji, z wykorzystaniem własnego oddechu do pomocy.  Nie wiem, czy pani Anna zaczęła to praktykować, nie pytałam, ale po kolejnych kilku sesjach powiedziała, że dobrze jej robi ta terapia – że lepiej śpi i ogólnie jest jej lepiej „w środku”. Nie bierze już żadnych leków wspomagających sen. Ogólnie jest pogodniejsza, jakby życie stało się trochę lżejsze. Po trzech pierwszych sesjach przyszła już bez peruki.

W międzyczasie panie Anna miała zaplanowane badania kontrolne – najpierw oznaczanie markerów nowotworowych. Czuła zdenerwowanie przed badaniem, a potem zdenerwowanie oczekiwaniem na wyniki. Mówiła o tym jednak otwarcie i z lekkim uśmiechem na twarzy. Wkrótce okazało się, że wyniki są nieco podwyższone i pani Annie zlecono kontrolna tomografię. Ponownie pojawiła się niepewność i wyczekiwanie na badanie, jednak pani Anna cały czas była w stanie o tym opowiadać bez widocznych trudności. Mówiła, że się denerwuje, że nie wie, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mogła po prostu odpuścić i przestać myśleć o chorobie, czy już zawsze będzie musiała żyć z takim wewnętrznym poczuciem niepewności. Tomografia pokazała, że sytuacja wygląda dobrze, ale pani doktor zaleciła ponowne badanie markerów dla pewności. Kolejne czekania na badanie, a potem na wynik.

Markery nadal były podwyższone, więc prowadząca pani doktor zleciła tomografię PET. Znowu czekanie na termin badania, a potem na wyniki. O tym na ostatnim spotkaniu pani Anna mówiła jeszcze łatwiej i z większą lekkością podejścia do tematu. Sama przyznała, że już chyba nie ma lepszej opcji niż po prostu odpuścić martwienie się i cieszyć się tym, co jest z dnia na dzień. Życie samo w sobie jest dla niej teraz bardzo przyjemne, tylko ciągle ją gdzieś wysyłają…

Po pierwszej sesji pani Anna zapytała, czy może kiedyś przyjechać z mężem, a po trzech tygodniach przyjechała z nim. Po swojej pierwszej sesji wstał bardzo zadowolony – powiedział, że ostatnio w tak czuły sposób dotykała jego głowy jego własna matka, kiedy był dzieckiem. Od tamtej pory pani Anna za każdym razem przyjeżdża ze swoim mężem, który też chętnie korzysta z sesji. Po ostatniej wizycie powiedział mi na koniec, że te spotkania dobrze robią żonie – lepiej śpi, jest spokojniejsza, więcej się śmieje i ogólnie lepiej się czuje. To był dla mnie najlepszy dowód skuteczności terapii.

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry